Bogowie starali się znaleźć miejsce na ukrycie Mocy, żeby ludzie nie mogli czerpać z tej wszechpotężnej siły..
Jeden z bogów proponował ukryć ją na szczycie wysokiej góry, drugi bóg jednak przestrzegał, że prędzej czy później człowiek i tak wejdzie na górę i zawładnie Mocą.
Inny bóg radził ukryć Moc w głębinach morskich, ale i ten projekt zakwestionowano tłumacząc, że człowiek znajdzie sposób na nurkowanie w głębinach. Jeszcze inny bóg sugerował ukrycie Mocy głęboko pod ziemią, ale i ten zamysł odrzucono dowodząc, że człowiek sie do niej dokopie.
Aż w końcu pewien stary, mądry bóg zaproponował:
- Zamknijmy Moc w głębi samego człowieka. Człowiekowi nigdy nie przyjdzie do głowy, by właśnie tam zajrzeć.
Chyba stworzylem sobie kolejny niepotrzebny problem
Uczucie powtarzania sie
Dlatego od dzisiaj oglaszam
Ze bede sie powtarzac swiadomie lub nie (lub w ogole)
Tak dla zasady , by zmienic nastawienie
Nie wiem czy tez tak macie, ze czasem, moze z braku zajec, zaczynacie sobie wyobrazac "co by bylo gdyby" i budujecie niczym z klockow lego wyobrazenie swojego idealnego swiata. Przy takim ostatnim intensywnym kreowaniu spadlo mi na glowe przypuszczenie, ze nie da sie stworzyc czegos absolutnie idealnego, co kazdy w najmniejszym szczegole bedzie podziwial i akceptowal. Nie da sie z tego powodu, ze wewnetrznie zbyt sie roznimy zeby chociaz dwie osoby mialy takie samo wyobrazenie idealu. Moze i sa jakies ogolne wyobrazenia, ktore wiekszosc podziela, no bo kto by nie chcial (poza opisywanymi osobami), zeby jego krajem rzadzili ludzie, ktorym naprawde zalezy na interesie panstwa a nie marnotrawili srodki zeby wytrzec zraniona dume na swoich przeciwnikach (juz nie mowiac o zajmowaniu sie czyms naprawde istotnym zamiast doszukiwania sie ukrytych podtekstow w bajkach itp.). Choleryk nie wytrzymalby w swiecie w ktorym na jego ataki szalu wszyscy spokojnie odpowiadaja: "take it easy" a ja nie wytrzymalbym w swiecie w ktorym kazdy mialby mentalnosc lalki barbie ;). Pewnie duza czesc ludzi czulaby sie swietnie w swiecie bez wojen ale i tak znajda sie tacy ktorzy wywesza w niej niezly interes kosztem innych. Faceci maja idealne wyobrazenia kobiet, kobiety mezczyzn... i mozna to tak ciagnac w nieskonczonosc.
Jesli tak to mniej wiecej wyglada to wychodziloby, ze zeby swiat byl naprawde idealny, wszyscy ludzie musieliby podzielac te same poglady, a jesli podzielaliby te same poglady, nie byloby o czym rozmyslac/dyskutowac/sprzeczac sie (i istnienie tego bloga staloby sie bezsensowne ;d). A swoja droga i tak mam wrazenie, ze jakby wszystko bylo super, ludzie zawsze sobie znajda powody do narzekan.
Ta droga znalazlem sposob na przynajmniej czesciowe pogodzenie sie z rzeczywistoscia ;)
Z racji ze lubie roznego rodzaju testy ktore zwykle pokazuja (moje rowniez) schematyczne myslenie, zamieszcze jeden z ulubionych ;)
Nie chce sie bawic w "przewin strone zeby poznac odpowiedz" wiec sprobowalem ukryc tekst, zeby go zobaczyc sprobujcie go zaznaczyc lub skopiowac i wkleic w jakies czytelniejsze miejsce (jakby cos nie dzialalo albo lay sie zmienil dac znac ;))
Jedziesz samotnie samochodem nocą w burzy. Mijasz przystanek autobusowy i widzisz troje ludzi oczekujących na autobus:
1. Staruszkę, która wygląda, jakby właśnie umierała,
2. Twojego dobrego przyjaciela, który kiedyś uratował Ci życie,
3. Cudowną kobietę (lub faceta), dokładnie taką o jakiej zawsze marzyłeś.
Jak rozwiążesz sytuację, zakładając, że masz tylko jedno wolne miejsce w samochodzie (powiedzmy, że jedziesz małym kabrioletem)?
Pomyśl chwilkę, zanim przewiniesz dalej! (zaznacz tekst nizej)
Ten problem moralno-etyczny został kiedyś wykorzystany w pewnej firmie, w testach dotyczących podjęcia pracy.
Możesz zabrać umierającą staruszkę i uratować jej życie.
Możesz zabrać przyjaciela i zrewanżować mu się za uratowanie Ci życia.
Jednak wówczas może się okazać, że już nigdy nie spotkasz swojej wymarzonej miłości...
Kandydat, którego przyjęto do pracy (jedyny z ponad 200 zgłaszających się) nie miał wątpliwości, gdy udzielał odpowiedzi:
- Kogo bym zabrał? To proste. Dałbym kluczyki swojemu przyjacielowi z prośbą, by zabrał staruszkę jak najszybciej do szpitala. Sam zaś zostałbym na przystanku i wspólnie z kobietą z mych marzeń zaczekałbym na autobus...
Morał: nie myśl schematycznie!
PS. Wiecej* tutaj *, stad zaczerpnalem tez ten test.
PS2. Notka sie piecze od paru dni ale nie wiem czy wyjdzie z niej cos sensownego, juz i tak prawie nic z niej nie zostalo ;)
Nasza wystawa przywędrowała z Japonii od pana Masaru Emoto.
Pan Emoto głęboko zainteresował się strukturą molekularną wody i tym,
co na nią wpływa. Woda jest najbardziej chłonnym z czterech żywiołów.
Pan Emoto pomyślał, że zmieni się ona pod wpływem bodźców o charakterze nie fizycznym.
W związku z tym przeprowadził serię badań, zastosował bodźce mentalne i
sfotografował je mikroskopem o ciemnym polu.
Pierwsze zdjęcie przedstawia
wodę z Tamy w Fujiwara.
Natomiast to zdjęcie przedstawia tę samą wodę po
otrzymaniu błogosławieństwa od buddyjskiego mnicha zen. W kolejnej serii
zdjęć Pan Emoto wydrukował słowa, przykleił je do butelek z wodą destylowaną i
pozostawił je na noc.
To zdjęcie przedstawia czystą, destylowaną wodę samą w sobie.
Jak sami państwo widzicie, każde kolejne zdjęcie pokazuje coś innego.
Tutaj mamy Chi miłości, dalej widzimy przyklejony napis „Dziękuję”.
Pan Emoto mówi, że siłą sprawczą tych zjawisk jest myśl lub intencja.
Oczywiście mechanizm, opisujący to jak ona wpływa na cząsteczki jest nam nieznany,
za wyjątkiem samych cząsteczek wody. Jest to naprawdę fascynujące gdy weźmiemy pod uwagę,
że woda stanowi 90% naszego ciała. - Daje dużo do myślenia, prawda?
Jeśli myśli są w stanie to uczynić wodzie, wyobraź sobie, co nasze myśli mogą nam uczynić?
* Tlumaczenie mojego ulubionego fragmentu tego filmu paradokumentalnego, ktory jesli nie odbierasz
swiata tak jak go w wiekszosci maluja polecam ;). Mam nadzieje, ze autorzy (tlumaczenia, dokumentu tez)
nie maja nic przeciwko. Pelne tlumaczenie znajduje sie --> tutaj <--
Dzien dobry, Kolumbie.
Tymi slowami matka zawsze przypominala mi, ze Ameryka zostala juz odkryta
i ze marzenia bardzo roznia sie od zyciowych prawd.
Po co oddychac, skoro ktos juz mowil ci, czym rozni sie rower od jablka.
Jak ugryze rower i pojade na jablku, sam poznam roznice,
ale mysli o dzialaniu mecza mnie bardziej niz samo dzialanie.
Ojciec powiedzial kiedys, ze chcac zobaczyc czyjas dusze,
powinienem popatrzec na marzenia.
To pozwoli mi zlitowac sie nad tymi, co siedza w glebszym gownie niz ja.
***
Myslisz czasem o samobojstwie?
- Slucham? - Samobojstwo.
Ostatnio nie.
A ja caly czas. Chce powrocic jako zolw.
- Zolwie sa mile. - Sa najwspanialsze.
Wiesz, ze to nie moja prawdziwa matka?
Wyszla za ojca, a on zmarl.
- Moi rodzice nie zyja. - Upodabniamy sie do rodzicow.
Nawet jak nie sa rodzeni. Szybciej sie zabije.
- Serio? - Tak.
Moze jednak troche przesadzasz?
Nie mam, cholera, wyboru! Popatrz na moje dlonie. Nie sa moje.
To jej dlonie. Podobaja ci sie moje nogi? Ja ich nie cierpie.
Czasem jak gdzies siedze i spojrze w dol, widze, ze krzyzuje je jak ona!
- Ma calkiem niezle nogi. - Owszem.
- Co zlego w takim podobienstwie? - Czekaj, obudzisz sie jako swoj ojciec.
- Blad. Z rodziny mam tylko wuja. - Co robi?
- To jego salon. - Teraz rozumiesz?
Ojciec mial trzecia co do wielkosci kopalnie miedzi w Arizonie. I co?
Teraz ja mam kopalnie miedzi.
Tylko idiota wierzylby, ze przed tym ucieknie.
Nie nazywaj mnie idiota.
***
Wiedzialem, ze zobaczywszy machine Paul nie zrozumie,
ze nie chodzilo o wyjazd do Nowej Gwinei, sekret tkwil w lataniu.
Gdyby Kolumb zyl, nie uznalby machiny latajacej za absurd,
bo historia sklada sie z marzen,
nie z zasad czy ksiag. Po prostu jest,
czeka na swojego odkrywce, ktory jak Kolumb przeplynie Atlantyk.
Nie wiem, czy odnalazl swoj sen. Moze nie mial wyboru.
Z oka cyklonu nie ma drogi powrotnej.
Elaine tez czekala, a wyruszyc moglismy tylko przed siebie.
Tak zrobie.
Gdyby poprosila, zebym zbudowal rakiete i zabral ja do innej galaktyki
tak bym zrobil.
Kiedy probuje przypomniec sobie swoje sny, zamieniaja sie w anegdoty,
ale sny sa jak samo zycie.
Nie da sie chwycic rekami czegos, czego nie widac.
Jesli wierzysz w swoje sny, masz pewnosc, ze zadna sila,
tornado, wulkan czy tajfun nie zdola odebrac ci milosci,
bo milosc istnieje sama z siebie.
***
Czasem trzeba rabnac glowa w drzewo, zeby wiedziec, co robic
i zrozumiec, ze sekret wszystkiego nie ma znaczenia.
Nie wiem czemu to zapamietalem, ale nauczycielka opowiadala nam o
Rosjaninie, ktory mowil, ze jesli w pierwszym tomie jest pistolet,
to w drugim na pewno wystrzeli.
Ktos bedzie musial go uzyc.
***
Nie wiem czemu, ale wrocily do mnie slowa ojca:
"Praca jest jak kapelusz na glowie.
Nawet chodzac bez spodni nie musisz sie wstydzic,
bo masz na glowie kapelusz."
I choc wuj Leo zapracowal na to, co mial,
nie jestem pewien, czy zdobyl to, czego pragnal.
***
- Jaka piekna ryba. - Tak, piekna.
Musimy ja dzis zlowic. I dzis ja zlowimy.
- Rodzi sie z oczami po obu stronach? - To dziwna ryba.
Kiedy dojrzewa, jedno oko wedruje na druga strone.
- Po co? - To jakby oznaka dojrzalosci.
- Znak, ze przeszla przez koszmar. - Jaki koszmar?
Koszmar dzielacy dzieci od doroslych.
Chodz! Szybko!
Mamy ja!
Powoli. Powoli.
Nie ruszaj sie.
- Patrz, przybrala barwe morskiego dna. - To kamuflaz.
Jesli jeden halibut ulozy sie drugiemu na glowie,
ten pod spodem nie wierci sie, czeka, az tamten odplynie.
Nie chcialbym, zeby mi ktos siedzial na glowie.
Jestes jeszcze mlody. Oko zaczyna wedrowac na druga strone.
Lepiej miec oczy z jednej strony?
Nie lepiej. Inaczej.
Co tracisz?
Druga strone. Cos tracisz, ale tez cos zyskujesz.
Ponad pol roku.
Zeby wrocic jeszcze bardziej pomieszanym niz na poczatku. ;p
Co prawda boje sie ze to bedzie znowu powrot na chwile zeby odetchnac
i boje sie ze probujac sie odnalezc we wczesniejszych notkach mialbym
nieodparta ochote nacisnac delete przy niektorych.
Pare dni temu widzialem sie z * Kasia * i to chyba tylko dzieki niej udalo
mi sie zebrac mysli na jeszcze jedna notke (tak, nadal mam deja vu i
wrazenie krecenia sie w kolko, przez to glupie uczucie zaczalem czytac
wszystkie notki zeby sie upewnic ze to tylko wrazenie; teraz mam jeszcze wieksza
ochote niektore wywalic (nie wiem czy to przez to ze daleko mi do literackich
przemowien czy po prostu jakos sie wstydze tych notek i zawsze gdy je pisze wychodzi
mi niepoukladany chaos - ta notka chyba bedzie najwiekszym jaki kiedykolwiek stworzylem).
Wracajac do tematu to byl krotki dzien ktory byl jednym z jasniejszych
tego lata (dzieki ze chcialo Ci sie ;)).
Przez te wszystkie dni staralem sie byc jak najbardziej kreatywny, by zwykle
nie robic tego co najbardziej powinienem. Przez te pol roku dotyczylo sie to
takze napisania notki, mimo ze to chyba nie jest to, co powinienem ;p ("moze by o tym napisac? nieee zrobie jeszcze to to i to"
a nastepnego dnia emocje opadaja i notka nie wydaje sie juz ekscytujaca do pisania
nawet jak traktuje o zyciu slimakow). Wiec postanowilem ze jeszcze jeden raz napisze
starajac sie nie myslec jakie to bez sensu. I tak ostatecznie skonczylo sie trzymaniem notki
na dysku przez pare dni az nie dostala drugiej szansy.
Kasia zalila sie ze skrzynka na mysli tez jej nie dziala. Obaj jestesmy ofiarami mojego
nieudanego planu poprawy swiata (przynajmniej wlasnego, bo kazdy ma swoj, jakby nie patrzec).
Nabralem jakiegos zobojetnienia. Kwestie wiary i rozne przemyslenia ktore kiedys zajmowaly
mi cale wieczory i byly dla mnie jedna z najwazniejszych rzeczy teraz wydaja mi sie
bez jakiegos wiekszego znaczenia. Doszedlem do sceny w Swietej Ksiedze (wybierz ktora Ci najbardziej
odpowiada) w ktorej uznaje ze cokolwiek bym nie wymyslil nigdy nie bede mial nawet
sredniej pewnosci ze jest to prawdziwe wiec zatrzymalem sie w jakims cieplym miejscu
wybierajac serce za przewodnika (stad moja niechec do opowiadan o zadnym krwi
Bogu karzacym przez pokolenia i zadajacym wojen z ludzmi innych wiar itp. - ale czy znowu nie krece sie w kolko?).
Czytajac wczesniejsze notki i analizujac swoja aktualna postac (nie zebym trzymal ich w szafie kilkanascie) zrobilem sobie
male porownanie co sie ze mna stalo. Lecimy.
Coraz czesciej miewam dni gdzie cale moje pozytywne myslenie trafia szlag chocbym nie wiem jak sie
staral mam wrazenie ze musze z siebie wyrzucic jakas mroczna wersje mnie samego i wlacza
mi sie tryb bez_nadzieji, ktory zaden smiertelnik nie jest w stanie zauwazyc gdy przy nim jestem,
bo wtedy automagicznie wlacza mi sie tryb nie_mam_czasu_myslec_o_tych_wszystkich_chorych_myslach_i_wspomnieniach_ktore_mnie_mecza,
chyba ze jestem w fazie dosiegnalem_dna, wtedy juz nic mi nie pomaga przez kilka(nascie) dni dopoki nagle nie obudzi mnie
niezwykly naplyw energii i pozytywnego myslenia (tryb narodzilem_sie_na_nowo). Tak to w skrocie
mozna ujac ;). I jakkolwiek nadal potrafie bez problemu niedopuscic do siebie odrobiny negatywnej emocji
gdy jadac kilkanascie km do kolegi na rowerze nagle okaze sie, ze wystawil mnie, jest gdzies indziej i
zapowiada sie, ze zaraz bede caly mokry wracajac do domu przy dzwiekach burzy, mowiac sobie po prostu
"a co tam, przynajmniej sie przejechalem, wyjdzie mi na zdrowie", tak sa sytuacje gdy zanim
cokolwiek zdaze pomyslec odechciewa mi sie rozmawiac z kimkolwiek i snuje sie jak sparzony (nie ma to jak
cudowne wsparcie kochajacej rodzinki ktora lubi Ci czasem powiedziec co o Tobie mysli). Jakby
na to nie patrzec mam wrazenie ze cale tygodnie afirmowania sobie pozytywnych celow, mysli itp.
przy takich dolujacych napadach idzie na marne.
Z drugiej strony widze jednak pewne zmiany u siebie i znajomych, nawet rodziny, wiec
wszystko nie jest stracone.
Moj umysl jest (chyba troche zbyt) plynny i czesto nadinterpretuje rzeczywistosc
swoimi przesadzonymi domyslami. Przez kilka lat popadalem w tak przerozne skrajnosci
ze nie dziwie sie ze dzisiaj mam takie wyrzuty sumienia. Ale na jak wielkie
bym nie zaslugiwal potepienie, gdy zostaje sam moj umysl ciagle mnie truje wspomnieniami ktorych
nie potrafie zniesc (co chyba tlumaczy moje skrajne zmiany nastrojow). Pewnie slusznie
bo wmawianie sobie ze wszystko juz jest ok nie zmieni od tak (pstryk) uprzedzenia osob
wobec ktorych zachowalem sie jak... szkoda slow. I moze wszystko zakonczyloby sie
happy endem gdybym po prostu odnalazl te osoby i przeprosil, ale niestety w pewnych sytuacjach
to po prostu zamienia sie w mission impossible w postaci niezbyt przyjemnych efektow
nabycia niesmialosci (kolo sie zamyka - znowu to ^&*^ kolo) - zeby nie bylo, probowalem...
o wiecej nie pytac...
Moze gdybysmy zyli w monochromatycznym swiecie niesmialosc mialaby jeden odcien.
Na szczescie zauwazylem ze niesmialosci jest bardzo wiele i bardzo roznych.
Na nieszczescie zlapalem taka ktora utrudnia mi komunikacje z osobami w pewnych
waznych momentach (zaprawde juz wolalbym bac sie supermarketow z drzwiami obrotowymi
albo przechodzic przez pasy na jezdni).
Wszystko wskazuje na to ze w przyszlosci zostane szalonym ekscentrycznym informatykiem
(wyczuwam Wasz zal), na szczescie nic nie wskazuje ze bede * typowym * informatykiem (uff) ;).
Czasem nachodzi mnie mysl, ze gdyby nie ta nadzieja, ktora co jakis czas szepcze do
ucha "mozesz zaczac wszystko od nowa" to zycie byloby nie do przezycia.
Moze wiec moj umysl nie do konca chce mnie wykonczyc ;)
I czemu zawsze zostaje tak wiele domyslow i niedopowiedzen...
Mialem to napisac wczesniej a potem udawac ze nic sie nie stalo, ale prawda jest taka ze od dluzszego czasu przechodze mocny kryzys wiary we wszystko co wiary(nie)godne. Dodajac do tego wrazenie ze od pewnej chwili krece sie w kolko z wlasnymi myslami i przetwarzam to samo na milion roznych sposobow chyba czas sie pozegnac, przynajmniej do chwili, w ktorej znowu wszystko bedzie pasowalo do mojej pokretnej ukladanki ;). (...) i mialem napisac jeszcze pare rzeczy "na dobranoc", ale slowa mi wypadaja z rak wiec...
C U
PS. I nie wiem, czemu taki obrazek, po prostu mi sie podoba ;)
PPS. Dzieki wszystkim ktorzy tu ze mna wytrzymali, a nawet wymieniali mysli :)